Mama na medal

Mama Dawczyni, Agnieszka Klecha z mężem
Mama Dawczyni, Agnieszka Klecha z mężem
Pani Agnieszka to wyjątkowa mama. Razem z mężem oraz dziećmi (Michałem 23l, Olą 20l i Zuzanną 13l) mieszka i pracuje w Świebodzinie. Troszczy się nie tylko o najbliższych, ale i całym sercem angażuje w pomoc innym i zachęca do tego swoich najbliższych. Każdego dnia, jako pedagog szkolny, udziela pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Może właśnie, dlatego łatwiej pokonała obawy, jakie trapią rodziców dzieci oddających szpik kostny obcej osobie.

Fundacja DKMS: Pani Agnieszko, często słyszymy od naszych młodych Dawców, że rodzice na wieść o tym, że zostali wytypowani jako zgodni genetycznie z jakimś potrzebującym przeszczepienia szpiku chorym wpadają w panikę i próbują powstrzymać dziecko przed tym, jak im się wydaje, karkołomnym czynem. Jak Pani zareagowała na wieść o decyzji córki?



Agnieszka: Od początku, gdy Ola zarejestrowała się wspierałam ją i uważałam, że to bardzo dobra decyzja. W momencie, kiedy już było wiadomo, że „rusza” cała procedura, że jest ktoś, komu Ola może pomóc, byłam bardzo podekscytowana i szczęśliwa. Wypytywałam ją o każdy krok, czekałam na nowe informacje z nadzieją, że nic nie stanie na przeszkodzie. Oczywiście był stres, trochę paniki i myśli, że to w jakiś sposób może zagrażać jej bezpieczeństwu. To jednak nie było żadnym argumentem biorąc pod uwagę korzyści dla innej osoby (biorcy) jak i dla samej Oli (myślę tu o aspekcie psychicznym- to naprawdę dodaje skrzydeł).

Fundacja DKMS: A jaka była reakcja środowiska?

Agnieszka: Nawet w pracy koleżanka wspomniała, że podziwia mnie i pytała, czy godzę się z decyzją Oli. Odpowiedziałam, że moje myśli, obawy i lęki nie mają nic do tego, bo jest to decyzja Oli i wspierałam ją w tym całym sercem.

Fundacja DKMS: A czy córka konsultowała z Państwem ewentualność rejestracji, czy dowiedzieliście się o tym dopiero post factum?

Agnieszka: Ola mówiła nam o tym, że się rejestruje, opowiadała o kolejnych etapach, ale to nie było na zasadzie pytania o zgodę, czy opinie. Było to naturalne dla nas, że to ona dokonuje wyboru.

Fundacja DKMS: Skąd u córki wzięła się taka społecznie odpowiedzialna postawa?

Agnieszka: Ola jest osobą wrażliwą i emocjonalną, choć czasem wydaje się bardzo silna. Po prostu ma dobre serce i jeszcze do tego odwagę, aby zrobić to, co deklaruje. Wcześniej oddawała krew, a kiedy Liceum Ogólnokształcącym w Świebodzinie nadarzyła się okazja do rejestracji jako potencjalny dawca szpiku córka oczywiście zarejestrowała się. Dla niej była to rzecz zupełnie naturalna.

Fundacja DKMS: Czy myśli Pani, że wychowanie zrobiło swoje, czy to coś, co Panią bardzo zaskoczyło?

Agnieszka: Nie zaskoczyło nas to. Jak pisałam wcześniej Ola oddawała krew, myślę, że zrobiłaby to jeszcze raz. Nie wiem, czy to zasługa wychowania, czy charakteru Oli. Na pewno staramy się, aby nasze dzieci były wrażliwe na innych ludzi.

Fundacja DKMS: A tak szczerze, czy nie miała Pani wątpliwości co do tej decyzji? Czy czegoś się Pani obawiała, czy raczej była całkiem spokojna o córkę, bo wcześniej już została uświadomiona czym jest idea dawstwa szpiku?

Agnieszka: Wątpliwości nie miałam, nie chciałam też nadmiernie interesować się szczegółami i konsekwencjami. Zapoznałam się z materiałami, które Ola dostała od Fundacji DKMS i rozmawiałam z nią o tym. Postanowiłam, że trzeba zaufać Oli, lekarzom i zdać się na los.
Na wiele sytuacji w naszym życiu nie mamy wpływu, a tutaj przynajmniej zyski dla kogoś potrzebującego ratunku mogą być wielkie.


Fundacja DKMS: Jakie jest Pani zdanie na temat dawstwa szpiku?

Agnieszka: Myślę, że to wspaniała rzecz dla ludzi o wielkim sercu. Szkoda tylko, że tak mało ich nadal jest i przez to niewiele chorych może znaleźć pomoc. Całym sercem wspieram tę ideę. Mamy w sobie coś, co może uratować drugiego człowieka. To cud natury.

Fundacja DKMS: Czy miała Pani jakieś preferencje co do metody oddania krwiotwórczych komórek macierzystych? Wolała Pani aby pobrano je córce z krwi czy wraz ze szpikiem?

Agnieszka: Nie miałam. Ola powiedziała mi, że lekarze dobierają metodę w zależności od potrzeb jej bliźniaka genetycznego. Powiedziała mi, że to lekarze będą wiedzieli lepiej, jaki materiał przeszczepowy będzie dawał największe szanse choremu i wybiorą metodę jego pobrania.

Fundacja DKMS: Czy sama chciałaby Pani zostać Dawcą? I czy już wcześniej Pani o tym myślała, czy dopiero gest córki Panią do tego zainspirował?

Agnieszka: Ja nie mogę być Dawcą ze względu na choroby, które przeszłam i na które się leczę. Jednak gdybym mogła… nie wiem, czy miałabym tyle odwagi, co córka. Choć z drugiej strony, kiedy z bliska zobaczyłam jak wygląda cała procedura duża część lęku i obaw zniknęła.

Fundacja DKMS: Co Panią zaskoczyło najbardziej?

Agnieszka: Pracownicy Fundacji DKMS bardzo sprawnie się komunikowali z Olą, byli do naszej dyspozycji, na każde zapytanie reagowali, kierowali jej każdym krokiem. Do tego już w samym szpitalu cały personel: panie od załatwiania formalności, lekarz dokonujący pobrania, pielęgniarki na oddziale, wszyscy utwierdzali nas w przekonaniu, że Ola robi coś niezwykłego. Także teraz po pobraniu wszyscy są w stałym kontakcie z nami, informują i dbają o córkę.


Fundacja DKMS: Czy zdaje sobie Pani sprawę z tego, że tylko 1% potencjalnych dawców zostaje Dawcą faktycznym? Czy uważa to Pani za wyróżnienie dla córki?

Agnieszka: Nie. Nie wiedziałam, że to tylko 1 %. W tej sytuacji to wielkie wyróżnienie ofiarowane przez los. Jeśli jeszcze tylko uda się uratować jej bliźniaka genetycznego, to myślę, że ta siła i świadomość będzie bardzo budująca. Takie poczucie, że ma się wielką moc i można było się nią podzielić jest wyjątkowe.

Fundacja DKMS: Czy już wiecie dla kogo Ola oddawała komórki?

Agnieszka: Na razie wiemy tyle, że to mały chłopczyk, który waży ok. 6 kg. i ma około roku. Pochodzi z USA.

Fundacja DKMS: Czy zastanawialiście się nad tym komu Ola pomaga czekając na nią w klinice pobrań?

Agnieszka: Ola oddawała szpik, który pobiera się w pełnej narkozie więc, z mężem czekaliśmy na nią przed salą na oddziale. Obydwoje byliśmy bardzo zdenerwowani i raczej nie zastanawialiśmy się nad tym do kogo poleci jej szpik. Każda minuta wydawała się bardzo długa. Na informację o Oli czekała cała nasza rodzina, nasz syn Michał, córka Zuza i oczywiście chłopak Oli - Marcin. Czekaliśmy w milczeniu, byliśmy za bardzo zestresowani i skupieni, żeby rozmawiać. Trzęsły mi się ręce, jednak cały czas powtarzałam sobie i innym, że wszystko jest dobrze i na pewno Ola jest bezpieczna.

Fundacja DKMS: A jakie było jej samopoczucie po pobraniu?

Agnieszka: Kiedy już się wybudziła z narkozy czuła się naprawdę dobrze. Nic ją nie bolało, po jakimś czasie troszkę się przeszła, zjadła. Po południu spacerowałyśmy już po szpitalnych korytarzach i poszłyśmy coś zjeść do szpitalnej restauracji.

Fundacja DKMS: A obserwując córkę, zauważyła Pani u niej jakąś zmianę w zachowaniu?

Agnieszka: Raczej wielkiej zmiany nie zauważyłam, Ola jest osobą skromną i nawet nie zamierzała się chwalić tym, co zrobiła. To ja, jako matka byłam tak dumna, że ogłosiłabym to całemu światu i dała jej wielki medal!
Córka potraktowała to jak misję, wyzwanie, zadanie do wykonania i była na tym bardzo skupiona. Teraz jest pogodna, spokojna, taka jak była wcześniej. Jedyna zmiana to nastąpiła w nas. Zaczęliśmy ją jeszcze bardziej podziwiać za to co zrobiła.

Fundacja DKMS: A jak by Pani zachęciła rodziców koleżanek Oli do rejestracji i idei dawstwa szpiku?

Agnieszka: Rejestracja to tylko pierwszy krok, który nie wymaga wiele pracy, zaangażowania ani stresu. Informacja o możliwości bycia dawcą dla konkretnej osoby to wielkie wyzwanie. Właśnie wtedy pojawia się mnóstwo pytań, może wątpliwości. Akurat Ola ich nie miała, my jako rodzice też, ale takie wątpliwości, jak i stres, to nic złego. Jednak teraz już po fakcie, po przyjrzeniu się całej sytuacji z bliska, mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że „strach ma wielkie oczy”…W trakcie całej procedury prowadzącej do pobrania szpiku, przy dawcy pojawia się wiele osób, które wspierają go, są do jego dyspozycji, pozostają w kontakcie. Lekarz dokonujący pobrania szpiku sprawił, że Olka (a przez to też my, jako rodzice) podeszła do tego na luzie, skupiając się na idei. Na bieżąco byliśmy o wszystkim informowani, mieliśmy stały dostęp do córki. Za to wszystko bardzo dziękujemy i Oli i wszystkim osobom zaangażowanym.

Fundacja DKMS: Bardzo dziękuję za inspirującą rozmowę. Jestem przekonana, że po przeczytaniu tej historii wszyscy rodzice będą zachęcać swoje dzieci do rejestracji jako potencjalni dawcy, a później jeśli okaże się, że mogą uratować życie swojego bliźniaka genetycznego, będą wspierać je z całych sił, tak jak Państwo wspierali swoją córkę Olę.
Trwa ładowanie komentarzy...