O autorze
Fundacja DKMS działa od 28 listopada 2008 r. jako niezależna organizacja non-profit. W tym czasie liczba potencjalnych dawców we wszystkich polskich bazach, wynosiła niespełna 40 tysięcy. Dziś sytuacja uległa znacznej poprawie i ogółem w Polsce zarejestrowanych jest ponad 1 milion potencjalnych dawców. Fundacja DKMS jest największą bazą potencjalnych dawców w Polsce.

Pokonam cię raku! - Historia Kasi Lewandowskiej

Pierwszy siniak na pierwszego stycznia 2017 roku... tak niepozornie rozpoczęła się historia mojej choroby. Dalszy rozwój wydarzeń był już bardzo szybki - 3 stycznia było ich już na moim ciele kilkanaście. 4 stycznia badania krwi, 5 stycznia telefon z przychodni "ma Pani godzinę na spakowanie się do szpitala". Późnym popołudniem diagnoza "ostra białaczka szpikowa, proszę się nastawić na minimum miesięczny pobyt w szpitalu". Szok, niedowierzanie - jak to mnie, tak pełną życia i sił osobę mogła dopaść taka choroba.

Tak rozpoczął się pierwszy miesiąc leczenia. W całkowitym odizolowaniu od najbliższych i wszystkiego co znajome trzeba było się uporać ze świadomością ciężkiej choroby. Płacz, łzy... pierwsza kroplówka i zdanie pielęgniarki „nerwy to najlepsza pożywka dla choroby”. Wtedy właśnie pierwszy raz spojrzałam w lustro i powiedziałam sobie „pokonam Cię raku”, a motto, które zaczęło mi przyświecać to „never give up”.

Nie było to łatwe. Dotąd pełna sił, uwielbiająca życie ja – która nie potrafiła usiedzieć na miejscu - musiałam nabrać pokory, nauczyć się cierpliwości i życia w izolacji. Z dnia na dzień ciało fizycznie i wizualnie manifestowało skutki pierwszej mocnej chemii. Wszystkie możliwe skutki uboczne i gorączki nawracające co kilka godzin – tak minął miesiąc. Tutaj ukłon w stronę lekarzy i pielęgniarek Kliniki Hematologii w Katowicach - za profesjonalną opiekę, empatyczne podejście i uśmiech na twarzy.

Po miesiącu opuściłam mury szpitala – na wadze 10 kg mniej, na głowie pustka, a w niej strach – ale to nic bo wpadłam w ramiona bliskich, a tego potrzebowałam najbardziej. Otrzymałam 3 tygodnie na "wolności", która jednak była pozorna, gdyż przy tak niskich wartościach najmniejsze niedopatrzenie może przynieść ciężkie powikłania. Życie moje i bliskich zostało podporządkowane eliminacji bakterii. Otoczona ogromną opieką cieszyłam się jednak z każdej sekundy. Doceniłam jak niesamowitym doznaniem może być zjedzenie domowego rosołu. Najważniejsze było poczucie akceptacji mojego nowego ja i wszystkiego co się z nim wiązało.


Zadanie nr 1 zostało wypełnione – całkowita remisja choroby. Zadanie drugie – znalezienie dawcy szpiku. Temat ruszył szybko, gdyż mimo osiągniętej remisji jeden z wykrytych onkogenów zapowiadał możliwość szybkiego nawrotu choroby – nie było więc czasu do stracenia. Ruszyła lawina poszukiwań, ze łzami wzruszenia obserwowałam jak kolejne osoby włączają się w poszukiwania mojego bliźniaka genetycznego. Rodzina, bliscy, przyjaciele, sąsiedzi, znajomi i nieznajomi – niezliczona ilość osób walczyła o moje nowe życie.

Kto mógł, gdzie mógł rozwieszał plakaty i rozdawał ulotki z prośbą o zarejestrowanie się w bazie dawców. Jak Polska długa i szeroka koleżanki i koledzy z pracy wraz z fundacją DKMS organizowali w centrach handlowych dni dawcy szpiku. Napływały życzenia powrotu do zdrowia, a świadomość, że Ktoś myśli, pamięta i wspiera ogromnie ułatwiała pokonywanie codziennych wyzwań i mobilizowała do jeszcze większej walki.

W atmosferze oczekiwania na tą najważniejszą wiadomość, dni wolności minęły szybko i trzeba było wracać w szpitalne mury. Siły i kilogramy, które w pewnym stopniu udało się odbudować pod skrzydłami najbliższych bardzo szybko umknęły po kolejnej porcji chemioterapii. W procesie podstawowego leczenia przeszłam trzy miesięczne pobyty w szpitalu oraz jeden pobyt tygodniowy chemii podtrzymującej.

W końcu po większych i mniejszych zawirowaniach nadszedł dzień, w którym usłyszałam to wyczekiwane zdanie "znalazł się dawca dla Pani". Uczucie nie do opisania, radość i łzy szczęścia. Termin przeszczepu został wyznaczony na lipiec. Po przyjęciu ostatniej chemii przygotowującej mnie do przeszczepu nadszedł ten wyczekiwany dzień. Uczucie, gdy kropla po kropli wędrowało we mnie moje nowe życie jest nie do opisania. Myśli krążyły wokół mojej dawczyni, mojej bohaterki – dzięki, której dostałam szansę by narodzić sie na nowo.

Choć mogłoby się wydawać, że to już koniec walki o zdrowie – pojawiło sie kolejne wyczekiwanie czy szpik podejmie pracę. Kolejny dzień nieopisanej radości to moment w którym usłyszałam, "pojawiły się pierwsze leukocyty – szpik podejmuje pracę". Po 45 dniach izolacji i zamknięcia w sali przeszczepowej opuściłam szpital.

Za mną rok dochodzenia do zdrowia, choć choroba "przeszczep przeciwko gospodarzowi" dała mi w kość – to warto było przejść przez to wszystko, przetrwać ból i cierpienie, by móc na nowo cieszyć się życiem, w rocznicę przeszczepu zamoczyć nogi w Bałtyku, spełniać inne marzenia i czerpać radość z każdej sekundy życia.

Chciałam z całego serca podziękować wszystkim za okazywane wsparcie i pomoc w każdej postaci w mojej walce z chorobą. Równie mocno dziękuję za pomoc w poszukiwaniu mojego bliźniaka. Dziękuję za gotowość podzielenia się kawałkiem siebie, by ratować życie moje i innych. Dziękuję za zaangażowanie w organizację akcji dawców szpiku oraz wszelkie działania, które z każdym dniem zwiększają bazę dawców.

Wszystkim, którzy mierzą się z chorobą życzę aby na swojej drodze odnaleźli tyle samo miłości, dobra i wsparcia co ja, a każdemu kto tego tego potrzebuje, niech będzie pisany bohater jakim jest moja siostra genetyczna. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś zarejestruj się – kto wie być może gdzieś tam czeka Twój bliźniak genetyczny dla którego jesteś jedyną nadzieją na życie. To nic nie boli i nie kosztuje, a kto wie może i dzięki Tobie ktoś kiedyś będzie mógł podzielić sie historią wygranej z chorobą tak jak robię to teraz ja. Never give up! :)
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...